Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaguar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaguar. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 marca 2016

"Czegokolwiek pragniesz, dąż do tego z całej siły." - "Jedyna"

Witam! Przepraszam, że nie byłam tutaj od ponad 2 tygodni, ale miałam bardzo zapracowany początek miesiąca. Postaram się to nadrobić - jakoś. Może jeszcze przed świętami, bo po świętach to już pełną parą do egzaminów (tylko 33 dni). A tym czasem - zapraszam na "Jedyną"!


Tytuł oryginalny: "The One"
Autor: Kiera Cass
Ilość stron: 329
Wydawnictwo: Jaguar
Seria: "Selekcja" - tom III
Moja ocena: 6/6


America jest jedną z czterech dziewcząt, które utrzymały się w ścisłej czołówce Eliminacji. Ukochana przez zwykłych ludzi, znienawidzona przez obecnego króla, dziewczyna wciąż nie jest pewna swych uczuć. A jednak nadchodzi moment ostatecznego wyboru, tym trudniejszego, że cały los Illei może spoczywać właśnie w rękach Ami.
Czy dziewczyna powróci do swej dawnej miłości, czy zdecyduje się zostać królową i podjąć walkę o lepszy świat dla siebie i wszystkich mieszkańców Illei?



         Pierwsza moja myśl dotycząca "Jedynej" to okładka - moim zdaniem jest to najpiękniejsza z wszystkich książek Kiery Cass. Druga to zakończenie, na które czekałam przez parę set stron. Autorka z powodzeniem zakończyła serię, ale także pozostawiła w czytelniku pewien niedosyt. Jeszcze jakiś głos ciągle mówił, że są wątki do rozwinięcia i tak powstała "Następczyni", o której będzie mowa kiedy indziej.
"Złam mi serce. Złam je tysiąc razy, jeśli zechcesz. Możesz z nim zrobić, co chcesz, bo należy do ciebie. [...] Będę cię kochał do ostatniego tchnienia. Każde uderzenie mojego serca jest twoje."
America została w pałacu jako jedna z czterech już kandydatek do tytułu królowej. Podziwiam ją, na mnie już dawno zaczęłaby działać presja sytuacji. Walczy o siebie, ale i o miłość. Waha się, między swoimi uczuciami, między tym, co jest słuszne, a tym co powinna robić. Maxon podobnie, jest pewny swoich uczuć, ale z drugiej strony blokuje go ojciec. Aspen, cóż, jego historia, która na szczęście nie została za bardzo przesłodzona, to suma sumarum cieszę się, z takiego rozwoju wydarzeń, jaki zaproponowała nam pani Cass. Jestem zadowolona z tego, że autorka rozszerzyła wątki z rebeliantami, a także usunęła niektóre postaci. Poza tym, że większość zdarzeń przeczuwałam, to jednak muszę przyznać, że kilka zwrotów akcji mnie zaskoczyło. Ciągle nie mogę uwierzyć, jak zmieniono otoczkę wokół Celeste. Najbardziej dramatycznym momentem - mogę śmiało powiedzieć - był atak rebeliantów podczas zaręczyn i ogłoszenia Jedynej. Znalazłam gdzieś recenzję tej książki i zapamiętałam z niej fragment: Maxon ma w sobie więcej Disneyowskiej księżniczki niż przyszły król, który ma na głowie masę obowiązków. Zgodzę się z tym w 110%, czasami te jego wahania nastrojów doprowadzały mnie do szału. Ale i tak ciągle go kocham. Szczerze mówiąc, to nie wiem, co jeszcze napisać o tym tomie. 

Podsumowując: książka jest lekka i przyjemna, szybko się ją czyta, moim zdaniem najlepsza jak do tej pory w "Selekcji", piękna okładka, zakończenie, na które tak długo czekałam.

Polecam!
"- Leżysz tutaj z otwartą raną na ramieniu i mimo to próbujesz mnie pocieszać. Jesteś absurdalna. - Jeśli kiedyś postanowisz napisać do mnie list miłosny, możesz zacząć od tego - zażartowałam."

"- Witaj moja miła. 
- Nie zaczynaj."

"- Czasem zdarza mi się, że bywam porywczy jak mój ojciec. Staram się z tym walczyć, ale to we mnie tkwi. A Ty! - dodał ze śmiechem. - Kiedy się zdenerwujesz, jesteś nie do powstrzymania!"

Buziaczki
/~Pauline :*** 


Do poprzednich części...


TOM I - "Rywalki"

TOM II - "Elita"

czwartek, 27 sierpnia 2015

"Miłość była rodzajem cudownego strachu." - "Elita"

Witam! Co tam u Was? Dzisiaj bez dłuższych wstępów od razu zapraszam was na recenzję "Elity". 


Tytuł oryginalny: "The Elite"
Autor: Kiera Cass
Ilość stron: 326
Wydawnictwo: Jaguar
Seria: "Selekcja" - tom II
Moja ocena: 5/6


Niepokorna Ami Singer jest jedną z sześciu kandydatek, które pozostały w królewskim pałacu. Choć planowała być dla księcia Maxona tylko przyjaciółką, jej serce nie chce słuchać rozsądku. Rozdarta pomiędzy tym, co było, a przyszłością, o jakiej nie mogła nawet marzyć, Ami nie umie poradzić sobie z chaosem uczuć.
Maxon wydaje się być księciem z bajki - przystojnym, czarującym i wrażliwym, ale to Aspen był jej pierwszą miłością, człowiekiem, który poznał ją najlepiej. 
Napięcie pomiędzy kandydatkami sięga zenitu i Ami ma coraz mniej czasu, by odkryć jakiej miłości pragnie.
W pewnym momencie panna Singer wpada w poważne tarapaty, robiąc coś, co może poważnie wpłynąć na jej dalsze losy.
Czy Maxon zdoła ją ochronić przed gniewem ojca?


        Mam wrażenie, że ta książka jest odrobinę nudniejsza od poprzedniej. Jednakże czytałam tą książkę z przyjemnością i nie mogłam się doczekać, co będzie dalej. Ale to może tylko takie moje wrażenie. Rywalizacja wciąż trwa o koronę i o miłość księcia. Mieszkanie w pałacu, piękne suknie, traktowanie godne księżniczki, no i jeszcze książę jak z bajki. Ale America nie umie zapomnieć o Aspenie, który złamał jej serce na milion małych kawałeczków. W sumie jej się nie dziwię, to nie takie proste zapomnieć o pierwszej miłości. W tym tomie dowiadujemy się więcej o Maxonie, królestwie i jego ojcu. Bardzo się ucieszyłam, chociaż małym rozwinięciem wątku o rebeliantach, gdyż po "Rywalkach" czułam pewien niedosyt. Emocje u głównej bohaterki biorą górę, co niestety skutkuje nieprzyjemnym rozwojem wydarzeń. To już drugi tom serii, więc powinno mi już minąć, ale ciągle zachwycam się tym cyklem, gdzie nowoczesność łączy się z dworskimi obyczajami. Moim zdaniem to daje niesamowity i niepowtarzalny efekt. Mam tylko jedno 'ale', co do książki, może nie tak do książki, jak do głównej bohaterki. Ami jest niezdecydowana. Wiem, że trzeba jakoś budować napięcie i tajemniczość, ale jej postać taka roztrzepana i niewiedząca, co ma zrobić, irytował mnie. Ale nie odjęłam punktów od oceny książki, ponieważ postać Marlee nadrabiała za jej zachowanie. Jej wątek mnie bardzo zainteresował, jednak autorka nie poświęciła mu wielu stron, szkoda. Także postać Króla nawet polubiłam, chociaż jego zachowania nie pochwalam. Za to wszystkie momenty Maxon i America czytałam z zapartym tchem. Takie to dziwne, no bo on ją kocha, a i tak coraz bardziej kręci z innymi dziewczynami. Plus jeszcze do tego Aspen, który pisze liściki do Ami i prosi o spotkania, gdy księcia nie ma w pałacu. Rzucił ją, złamał jej serce, a teraz takie coś? Jeśli mam porównać pierwszą i drugą część pod względem emocjonalnym, to "Elita" zdecydowanie wygrywa. To jest taki emocjonalny rollercoaster. Podsumowując: książka bardzo dobra, szybko się ją czyta. Świetna opowieść na samotne wieczory o miłości w murach pałacu, taki trochę powrót do dzieciństwa i wczuwanie się w postać księżniczki. Polecam!


"-(...) Nie rozumiem, jak to możliwe, że dalej mnie kochasz.-przyznałam się.
-Tak po prostu jest. Niebo jest niebieskie, słońce jest jasne, a Aspen na zawsze kocha Americę. Tak już został urządzony ten świat."

"- Kriss to dobry wybór. Będzie znacznie lepszą księżniczką, niż ja bym się kiedykolwiek mogła stać.
Maxon roześmiał się. 
- Nie jest taką prowokatorką. Bóg jeden wie, co by się stało z krajem rządzonym przez ciebie.
Ja także się roześmiałam, ponieważ miał całkowitą rację. 
- Prawdopodobnie doprowadziłabym go do upadku."

"- Czyż on nie jest niesamowicie przystojny?- zapytała Kriss.
- Jest.
- Cały czas wyobrażam sobie, jak wyglądałyby dzieci z jego włosami i moimi oczami."




Buziaczki z gorącej Grecji
/~Pauline :*** 

piątek, 7 sierpnia 2015

"Pomoc może nadejść z najmniej oczekiwanej strony..." - "Ziemia skuta lodem"

Siemka! Cóż, mój wyjazd zbliża się coraz większymi krokami. Jeżeli będę mieć tam czas (i wifi, daj Boże, żeby było, proszę) to postaram się opublikować jakąś recenzję, może nawet się uda dwie. Tym czasem tak jak obiecałam w poprzednim poście, przybywam tu dziś z recenzją książki. Zapraszam na "Ziemia skuta lodem"! 


Tytuł oryginalny: "The Icebound Land"
Autor: John Flanagan
Ilość stron: 331
Wydawnictwo: Jaguar
Seria: "Zwiadowcy" - tom III
Moja ocena: 5,5/6


Po spaleniu mostu, przez który Morgarath chciał przeprowadzić armię na ziemie Araluenu, Will i Evanlyn trafiają do niewoli. Porwani przez Skandian pod dowództwem budzącego postrach Eraka, odpływają na nieznane północne ziemie. Halt poprzysiągł ocalić Willa i uczyni wszystko, by dotrzymać obietnicy, nawet jeśli przyjdzie mu okazać niesubordynację i złamać rozkazy króla. W korpusie zwiadowców nie ma jednak miejsca dla tych, którzy kierują się własnym interesem! Pozbawiony wsparcia, odrzucony przez towarzyszy, Halt wyrusza na niebezpieczną wyprawę do odległej, skutej lodem Skandii. Towarzyszy mu najlepszy przyjaciel Willa Horacy, którego niezwykłe szermiercze zdolności mogą się bardzo przydać na dzikich i nieprzystępnych terenach, przez które przyjdzie im podróżować. Ale budzące zachwyt i grozę umiejętności młodego rycerza ściągają na mężczyzn uwagę okolicznych lordów. Czas biegnie nieubłaganie. Czy Halt i Horace ocalą Willa od losu niewolnika?




             Książkę przeczytałam kilka miesięcy temu, ale ile tak dokładnie to nie pamiętam. Moja doskonała pamięć, jak zawsze pomocna. Jak do tej pory książki Flanagana wciskają mnie w fotel, tak też było z tą książką. Może jak czytałam nie pokazywałam tego po sobie, ale w duchu ciągle kibicowałam Haltowi i Horacemu by znaleźli w końcu Willa i Evanlyn. W tej części mam takie wrażenie, że to Evanlyn wykazuje się największą odwagą ze wszystkich postaci. Will uzależnił się od zioła cieplaka, który zamroczył mu umysł, dlatego właśnie to ona musiała wziąć sprawy w swoje ręce i uratować ich z niewoli. Było mi strasznie szkoda młodego Zwiadowcy. Zabawili się jego kosztem oraz musiał wykonywać najgorszą pracę niewolnika w zimie, przydzielono go do studni, by ciągle bez przerwy mieszał wodę, aby ta niezamarzła. Nikt, kogo wyznaczono do tej pracy, nie wytrzymywał długo. Gdy czytałam fragmenty o tym, jak musiał to robić, to ja, aż w środku cała krzyczałam: "Nie poddawaj się!". Było, minęło. Haltowi także nie można zarzucić tchórzostwa czy obojętności. Specjalnie krytykował publicznie wizerunek króla Duncana, by zostać wygnanym na rok z Araluenu i odnaleźć swojego ucznia oraz dziewczynę. Towarzyszy mu Horace, przyjaciel Willa, który także chce go sprowadzić z powrotem. Szczerze mówiąc nie było rozdziału, na którym bym się nudziła. Były momenty, na których nie dało się nie zaśmiać (szczególnie ten moment z naleśnikami), lub na których prawie się popłakałam. W moim odczuciu, ale myślę, że nie tylko moim - Halt traktował Willa jak syna. Szukał go bez wytchnienia, martwił się o niego. Tak jakby w starym Zwiadowcy obudziły się takie ojcowskie odruchy. Podsumowując: książka jest bardzo dobra, trzyma w napięciu nawet jak czytelnik wie, co się za chwilę wydarzy. Można przy niej śmiać się, bądź też płakać. Wielki plus za świetne dialogi. Polecam!


"- Oto sir Horace z Zakonu Feuille de Chene [...] - Zaraz, a może Crepe de Chene? Ba, nieważne.
- Co to znaczy? [...]
- Powiedziałem, że jesteś sir Horace z Zakonu Dębowego Liścia - wytłumaczył Halt, po czym dodał mniej pewnym głosem: - O ile się nie pomyliłem. Być może nazwałem ten zakon imieniem Dębowego Naleśnika."


"Jednak nigdy nie wiadomo, co przyniesie jutro. Najważniejsze, żeby wierzyć, nie poddawać się. Tego nauczył mnie Halt. Nigdy się nie poddawaj, bowiem kiedy pojawi się sposobność, musisz być gotów, żeby z niej skorzystać."

"[...] Halt przytaknął ruchem głowy.
- Doskonale. Proszę się nim zająć - zerknął na Horace'a. - Mamy szczęście, ona chyba dobrze się na tym zna.
- Chcesz powiedzieć, że to ja mam szczęście - odparł urażonym tonem Horace. - Gdybym był zdany na twoją troskę, pewnie nie miałbym już ręki."


Buziaczki 
/~Pauline :***



Ps. Zapraszam na blogowego snapa - czytajka0125 :) 

poniedziałek, 30 marca 2015

"...pierwsza miłość zostaje z tobą na całe życie." - "Rywalki"

Siemcia! Za niedługo święta i chwilowy brak szkoły! Jak zamierzacie je spędzić? Ja wyjeżdżam, tak jak w zeszłym roku. I mam nadzieję, że nikt nie będzie mi przeszkadzał w spokojnym czytaniu (biorę ze sobą "Hobbita" - no w końcu go mam). A tym czasem przygotowałam dla Was - "Rywalki". Zapraszam!


Tytuł oryginalny: "Selection"
Autor: Kiera Cass
Ilość stron: 333
Wydawnictwo: Jaguar
Seria: "Selekcja" - tom I 
Moja ocena: 5,5/6


Dla trzydziestu pięciu dziewcząt Selekcja jest szansą ich życia. To dzięki niej mają szansę uciec z ponurej rzeczywistości. Ze świata, w którym panują kastowe podziały, wprost do pałacu, w którym będą spełniane ich życzenia. Celem Selekcji jest wyłonienie żony dla czarującego i przystojnego księcia Maxona. Każda dziewczyna marzy o tym, by zostać Wybraną. Każda poza Americą Singer.
Dla Ameriki Eliminacje to koszmar. Oznacza konieczność rozstania z Aspenem – jej sekretną miłością i opuszczenie domu. A wszystko tylko po to, by wziąć udział w morderczym wyścigu o koronę, której wcale nie pragnie.
Jednak gdy spotyka Maxona, który naprawdę przypomina księcia z bajki, America zaczyna zadawać sobie pytanie, czy naprawdę chce za wszelką cenę opuścić pałac. Być może życie o jakim marzyła wcale nie jest lepsze niż to, którego nawet nie chciała sobie wyobrazić…





            Cóż, długo zajęło mi przeczytanie "Rywalek". Kupiłam je jakoś przez wakacje i dotarłam do 11 rozdziału, no i tak zostało przez 6 - 7 miesięcy. A ostatnio układałam książki na regale i zaczęłam się zastanawiać, dlaczego jej nie skończyłam. I tak jakoś samo z siebie wyszło, że mam za sobą już całą trylogię. Na początku byłam bardzo sceptycznie nastawiona do tej serii. Szykowałam się na błahą historię, która przecież nie wciągnie mnie w prześciganiu się w doborze sukienek i dodatków. Księżniczką nie jestem, a mój makijaż ogranicza się tylko do tuszu do rzęs i to nie zawsze. Jak więc jak to się stało, że takie rywalizacje mi się spodobały? Jak wróciłam do tej książki to dostrzegłam w niej taką iskierkę, której wcześniej nie widziałam. Podział na kasty lub klasy, jest dość obleganym tematem, bo gdzie nie spojrzymy taki motyw jest w książce zawarty. America może was denerwować, jak na przykład mnie, ale cała otoczka i sposób jej przekazu ma swój jakiś urok. Jej zachowanie wcale nie nakierowuje czytelnika na odgadnięcie jakiego dokona wyboru względem Maxona i Aspena. Książka ma w sobie coś z bajki, ale i coś z życia. Jest lekko i ciekawie napisana, intryguje i wciąga. Pani Cass, oferuje nastolatkom w jakimś tam stopniu powrót do dzieciństwa, kiedy to marzyły o byciu księżniczkami. Teraz po przeczytaniu serii i po 'wyjściu' z tamtego świata, mogę powiedzieć, że tą książkę można porównać z historią Kopciuszka. Jednak, porównując Kopciuszka i Amerikę, ta pierwsza miała o wiele prościej, bo nie musiała zabiegać o względy księcia, rywalizując z 34 innymi dziewczynami.  Bardzo podoba mi się powrót do epoki rodzin królewskich, książąt, księżniczek, rycerzy (w tym przypadku gwardzistów), mieczy, pięknych sukni. Chciałabym żyć w tamtych czasach... dobra rozmarzyłam się. Książkę tą powinna przeczytać każda dziewczyna, która marzy o księciu z bajki i poczuć się jak bohaterka America. Książka jak dla mnie nie jest najlepsza, ale nie mogę powiedzieć, że nie zawładnęła moim sercem. Polecam! 



"Maxon stłumił ponury śmiech.
-Ale ty nie, więc nie miałaś absolutnie żadnych oporów przed walnięciem mnie w krocze, tak?
-Celowałam w udo!" ~ K.Cass



Buziaczki 
/~Pauline :***



Ps. WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

sobota, 1 listopada 2014

"Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma." - "Płonący Most"

Witam! Znalazłam chwilę żeby do Was zajrzeć, bo jak wiecie dzisiaj Wszystkich Świętych i z rodzicami jedziemy zaraz na groby. Ale tak czy siak dzisiaj jest sobota, co oznacza, że czas na nową recenzję. Dziś jest to "Płonący Most". 



Tytuł oryginalny: "The Burning Bridge"
Autor: John Flanagan
Ilość stron: 302
Wydawnictwo: Jaguar
Seria: "Zwiadowcy" - tom II
Moja ocena: 5,5/6




Królestwo Araluenu przygotowuje się do wojny z okrutnym baronem Morgarathem. Will, zwiadowca Gilan oraz Horacy otrzymują ważne zadanie - wyprawiają się do sąsiadującej z Araluenem Celtii, by wezwać jej władcę na pomoc w walce z najeźdźcą.
Gdy docierają na miejsce, ich oczom ukazuje się przerażający widok - wioski Celtii są opustoszałe, wiatr hula po zniszczonych zabudowaniach, na gościńcach zaś królują bandyci. Od wyczerpanej, niemal umierającej z głodu dziewczyny, bohaterowie dowiadują się, że Morgarath uprzedził ich zamiary - zaatakował Celtię, porwał górników, a króla i jego ludzi odrzucił daleko na południe... Gdy Gilan wyrusza z wieściami do Araluenu, Will, Horacy i Evanlyn odkrywają, że plan diabolicznego hrabiego jest dalece bardziej wyrafinowany, niż mogliby sądzić.
Tylko dni dzielą Morgaratha od wybudowania mostu, który pozwoli mu przerzucić armię na ziemie królestwa. Nie ma czasu, by poinformować o tym władcę, Will i Horacy muszą wziąć sprawę we własne ręce. Ale spalenie mostu do dopiero początek kłopotów.




                  Drugi tom bestsellerowej serii Johna Flanagana o Zwiadowcach, czyli kontynuacja losów Willa i jego przyjaciół. Książka dorównuje tamtemu tomowi, jest fajnie napisana, chociaż czasami denerwowały mnie takie przerzuty akcji z jednego miejsca w drugie, i na odwrót. Całe królestwo czeka w napięciu na początek wojny z Morgarathem. Wszędzie panuje ponura atmosfera, wszyscy się boją. Tylko nie Zwiadowcy, do nich należy ustalenie, gdzie znajdują się wojska nieprzyjaciela. A zgadnijcie, kto dostaje tą misję? Tak oto nasz kochany Will znajduje się w samym środku wydarzeń. W tej części wykazuje się on niezwykłą odwagą, na którą mało kogo byłoby stać. Poznajemy także Halta z innej strony, nie tylko jako surowego Mistrza, ale jako także opiekuńczego człowieka. A Horacy? On też bardzo się zmienił. Polubił się z Willem, są teraz nierozłączni. Każdy (prawie) w tej książce przeszedł ogromną przemianę, związaną z wydarzeniami, które były lub dopiero będą. Dałam 5,5/6 za zakończenie, które zostało przerwane w najbardziej emocjonującym momencie. Ale okay, tak miało być. Książka jest bardzo fajna. Polecam!




"Brak wiary w siebie jest chorobą. Jeśli stracisz panowanie nad tym, wątpliwości staną się twoją rzeczywistością" ~ J.Flanagan 





Buziaczki
/~Pauline :***

sobota, 30 sierpnia 2014

"Ruiny Gorlanu" - John Flanagan

Witajcie! Dzisiaj jest ostatni wakacyjny post... i od poniedziałku znowu szkoła. Będzie mniej czasu na czytanie, ale i tak będę się starała dodawać systematycznie recenzje książek. Jednak jeszcze są ostatnie chwile wakacji i dla wszystkich, którzy chcą wykorzystać ten czas na czytanie mam fajną propozycję - "Zwiadowcy. Ruiny Gorlanu".


Tytuł: "Ruiny Gorlanu"
Autor: John Flanagan
Ilość stron: 319
Wydawnictwo: Jaguar
Seria: "Zwiadowcy" - tom I
Moja ocena: 6/6


Bohaterem książki jest piętnastoletni sierota, Will, wychowanek sierocińca. Jego ojciec poniósł bohaterską śmierć w trakcie ostatniego starcia ze złym baronem Morgarathem. Syn chciałby kontynuować tradycję. Może niekoniecznie dać się zabić, ale zostać rycerzem… Honor! Chwała! Odwaga!
Problem w tym, że do Szkoły Wojowników nie przyjmują mikrego wzrostu chucherek, które regularnie zbierają cięgi od rówieśników. A Will, cóż, nie dość, że niski, jest na dodatek chudy. Za to szybko ucieka.
Już wydaje się, że młodzieńcowi przypadnie mało atrakcyjna rola pańszczyźnianego chłopa, gdy nagle na scenie pojawia się tajemniczy Halt – zwiadowca. I on jeden spośród wszystkich mistrzów różnych szkół przyjmie Willa na ucznia. Zgryźliwy, humorzasty i wymagający, da chłopakowi popalić, ale… Wszystko jest lepsze od wiejskiego mozołu.







           I właśnie takie książki uwielbiam! Z dobrą akcją, fajnymi bohaterami i tajemniczym, starszym mistrzem... Zacytuję, co napisał o tej książce, Limelight: "Barwna, epicka opowieść o odwadze i przyjaźni, która przywodzi na myśl "Władcę Pierścieni". Zgadzam się z tymi słowami w 100%, rzadko się zdarza, żebym była tak bardzo zachwycona jakąś książką. Za niedługo zabiorę się za trzecią część, choć mam pewne obawy co do tej serii, bo składa się ona aż z 12 części! Na początku tej książki bardzo denerwował mnie Horace, który zachowywał się arogancko. Ale później, gdy trafia on do swojej wymarzonej Szkoły Rycerskiej czytelnik może przechodzić razem z nim przemianę. Ale nie tylko on przechodzi przemianę, także i główny bohater, Will, jej doświadcza. Z niepewnego siebie chłopaka zmienia się w przynoszącego dumę wojownika. Po kilku pierwszych rozdziałach myślałam, że Halt będzie oschłym nauczycielem, ale jednak źle go oceniałam. Podsumowując książka bardzo mi się podobała i mam nadzieję, że następne części będą równie dobre jak ta.



Buziaczki
/~Pauline :***