Wszystkiego najlepszego wszystkim blogerom z okazji Dnia Blogera!
Cześć! Niestety dzisiaj jest ostatni dzień wakacji, które minęły mi niezwykle szybko. Byłam w lipcu na dwutygodniowych Warsztatach Tanecznych, a w niedzielę wróciłam z Grecji, gdzie spędziłam tydzień. Pod względem pogody, to bywało różnie, jednak z perspektywy wszystkiego innego to były jedne z moich najlepszych wakacji.
Podsumowując dwa miesiące - to przeczytałam 12 książek, czyli 4 636 stron, co daje mi około 68 stron na dzień. Jest to wynik większy o 756 od zeszłorocznego. Najlepszą książką z całej 12 jest według mnie "Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno" autorstwa Kirsty Moseley. Udało mi się także na promocji w Empiku kupić "Ciszę" Becki Fitzpatrick. Także kupiłam sobie książkę Agathy Christie "Cat Among the Pigeons" w oryginale na lotnisku w Grecji.
W ciągu trwania lata poświęciłam ponad 53 godziny na oglądanie seriali. Oglądałam trzeci oraz czwarty sezon Arrow, a także zaczęłam niedawno trzeci sezon The 100. Oba seriale Wam jak najbardziej polecam!
Co do filmów to udało mi się obejrzeć 6 filmów, w tym na jednym byłam w kinie. Te filmy to: Cyberbully, Zanim się pojawiłeś, Tygrysie oczy, Ojcowie i córki, Millerowie oraz Iluzja 2. Najlepsze dwa filmy to Zanim się pojawiłeś i Iluzja 2, oba filmy powaliły mnie na kolana.
Chciałabym jeszcze zaznaczyć, że w związku z tym, że idę do szkoły średniej, to nie mogę zagwarantować, że ten jeden post w tygodniu na blogu się pojawi. Oczywiście, będę się starać jak tylko mogę, aby tutaj w miarę regularnie zaglądać. Ponadto wpadłam na pomysł serii postów, które będą pojawiały się raz na miesiąc: Weekend z..., gdzie będę zamieszczać w soboty i w niedziele, opinie, np. całych serii książek lub serii filmów. Jednak zobaczymy, co z tego wyniknie.
Witajcie! Bez większych wstępów, dzisiaj przygotowałam moją opinię o filmie "Ojcowie i córki", który ma bardzo różne oceny widzów. Chociaż sama nie wiem dlaczego, bo według mnie ten film przekazuje w swojej prostocie całą gamę uczuć. Zapraszam na recenzję filmu o relacjach dzieci - rodzice!
Rok produkcji: 2015
Reżyseria: Gabriele Muccino
Scenariusz: Brad Desch
Muzyka: Paolo Buonvino
Film "Ojcowie i córki" to historia rozgrywająca się w dwóch różnych płaszczyznach czasowych. Główną bohaterką jest Katie, która nie może uciec przed swoją przeszłością. Nie umie pogodzić się z tym, co już było, przez co, aby nie czuć pustki bawi się mężczyznami. Jako mała dziewczynka straciła matkę w wypadku samochodowym, jej ojciec oddał ją w opiekę do rodziny, by mógł poddać się leczeniu, po kilkumiesięcznej nieobecności zabrał znowu do siebie. Ciągle ignorował objawy swojej postępującej choroby, stał się pracoholikiem, w pewnym stopniu zaniedbywał córkę, chociaż powtarzał, że to wszystko robi dla niej. Wszystkie te rzeczy mogły prowadzić w kierunku tylko jednego wyjścia, jakim jest tragedia. Kilkanaście lat później dorosła już Katie, próbuje ułożyć sobie życie jako studentka psychologii. Przeczytałam recenzję, gdzie padło stwierdzenie, że nagromadzenie nieszczęść w tym filmie jest wręcz niewyobrażalne. Nie mogę się z tym zgodzić, bo czy często nie jest w życiu tak, że jedno niepowodzenie lub nieszczęście ciągnie za sobą kolejne i kolejne?
Uważam, że najtrudniejsze zadanie postawiono przed najmłodszą aktorką, Kylie Rogers, której przypadła rola małej Katie. Wchodząca dopiero w wielki świat aktorstwa, musiała wykazać się niezwykłymi umiejętnościami. Swoim zachowaniem musiała przekonać do siebie widza. Russell Crowe, który jest jednym z moich ulubionych aktorów, zagrał dobrze, nawet bardzo dobrze pisarza-pracoholika, wychowującego samotnie dziecko. Jednak jestem przekonana, że w niektórych momentach mógł zagrać lepiej. Trudne zadanie powierzono też Amandzie Seyfried , która podołała roli zagubionej młodej kobiety. Sądzę, że wszyscy aktorzy podołali swoim rolom w większym lub mniejszym stopniu.
Byłam bardzo zdziwiona, że parę dni po premierze w Polsce, ten film był niedostępny w kinie. Nie znam powodu, dlaczego tak się stało, ale mnie to zasmuciło. Jak film ma szansę dotrzeć do większej publiczności, skoro jest wyświetlany tylko przez kilka dni? Ostatnio uparłam się, że poruszę niebo i ziemię, żeby znaleźć ten film online. Przyznam od razu, że nie było to łatwe. Kosztowało to trochę czasu, lecz jak widać udało się.
Zaczynając przygodę z tym filmem, czułam się skołowana, przez różne perspektywy czasowe, ale wkrótce nie przeszkadzało mi to w seansie. Czytałam dużo najróżniejszych opinii na temat filmu i w każdym pojawiała się wzmianka na temat, że jest jeden z gorszych dzieł reżysera. Jednak nie mogę się z tym zgodzić, gdyż, iż, ponieważ, bo podoba mi się prostota przekazywania emocji. Nie uświadczymy tutaj zawiłych zabiegów filmowych, czy nie wiadomo jak skomplikowanych ujęć. "Ojcowie i córki" to opowieść przede wszystkim o relacjach międzyludzkich i o tym, w jakim stopniu potrafi wpływać na nas przeszłość. Jeżeli oczekujecie prostego filmu, z lekkim przekazem, zachwycającego akcją - to włączając ten film rozczarujecie się.
Katie pragnąc nowego życia, nowego startu tak dokładniej, poznaje Camerona, który stara się pomóc dziewczynie, wspiera ją jak tylko potrafi. Ona przerażona sytuacją, w której się znalazła niszczy wszystko. Jak można się później domyślić, studentka chce do niego wrócić. Ale czy ich miłość była na tyle silna, by chłopak był w stanie jej wybaczyć zdradę? To już nie moja działka, aby Wam udzielić odpowiedzi. Relacje międzyludzkie są trudne, wystarczy jeden błąd i lata zaufania zamieniają się w wielką ruinę. Ten film nabiera większego sensu, im starsi jesteśmy. Mam na myśli, że ja oglądałam ten film razem z moją mamą i ona odbierała niektóre sytuacje inaczej niż ja. Muszę przyznać, że reżyser nie obchodzi się z widzem delikatnie, tylko wrzuca go od samego początku na głęboką wodę.
"Ojcowie i córki" to jeden z lepszych przykładów filmów opatrzonych etykietą: dramat psychologiczny. Jeżeli oglądając ten film, skupimy się na jego powierzchowności to nic nie dostrzeżemy. Trzeba odciąć się od świata zewnętrznego i skupić się na filmie, postarać się go przeżywać całym sobą. Często ktoś ma zniszczone dzieciństwo lub jego całkowity brak. Taka osoba czuje, że ma jakąś lukę. Przesiąkamy sztucznością, fałszem, ciągle uśmiechając się i mówieniem, że wszystko jest w porządku. Niszczymy się tym, że udajemy. Gubimy gdzieś po drodze samych siebie, a kiedy w końcu dociera do nas ten fakt, że tak dalej nie może być, niejednokrotnie jest już za późno.
Cześć! Dzisiaj z racji tego, że zostałam nominowana do Wyzwanie: Mój pierwszy raz przez Jadwigę z Zajęczej Nory za co bardzo dziękuję, postaram się Wam przybliżyć nieco początki, tego jak zaczęłam czytać. Czytanie towarzyszyło mi od zawsze. Moja mama oraz babcia spędzały dłuuuugie godziny na czytaniu mi bajek i innych książek. Pamiętam, że miałam bardzo dużo baśni, bajek i legend. Jednak od kiedy zaczęłam czytać sama zakochałam się w serii dla dzieci "Martynka". Za każdym razem, kiedy jechałam z mamą na większe zakupy, zawsze, ale to zawsze musiał być przystanek w księgarni i już od najmłodszych lat nie mogłam się zdecydować, którą książkę wybrać. Moja przygoda z młodzieżowymi książkami zaczęła się przez lekturę. Byłam wtedy w czwartej klasie podstawówki i mieliśmy przeczytać "Opowieści z Narnii. Lew, czarownica i stara szafa".Książka bardzo mi się spodobała, no i jak pewnego razu byłam z rodzicami w Empiku wręcz błagałam ich żeby mi kupili wszystkie następne tomy. Zgodzili się, a "Opowieści" pochłonęłam chyba w rok. Wiem, że to dosyć długo jak na cienkie, mające po 200 stron książki. Ale byłam w czwartej klasie i też jeszcze nie kochałam czytania, tak mocno jak kocham je teraz.
Jednak po Narnii nie czytałam nic, aż do wakacji 2012, kiedy to na ekrany kin w marcu tego samego roku weszły "Igrzyska Śmierci", postanowiłam wtedy, że zobaczę filmu, dopóki nie przeczytam książki. Kupiłam od razu całą trylogię i przeczytałam ją w dwa tygodnie. Oczarowały mnie swym urokiem i od tamtego czasu pochłaniam książki. Zaczęłam sięgać po coraz to różniejsze tytuły, m.in. Jutro, Klątwa Tygrysa, Zmierzch, Dary Anioła... i tak dalej, i tak dalej. Dla moich znajomych stałam się książkoholiczką. Często spotykam się z pytaniem Jak ty możesz czytać? ewentualnie Co ty widzisz w tych swoich książkach? Czytając odwiedzam niezwykłe światy, przeżywam wszystko to, co bohaterowie, resetuję się po całym dniu, którzy jest przepełniony nauką i stresem. Nigdy nie będę żałowała, że zaczęłam czytać. Książki są teraz częścią mnie i nie umiem wyobrazić sobie swojego życia bez nich.
A Wy, dzięki której książce odkryliście magię książek?
Czy tylko moim marzeniem jest mieć taką bibliotekę jak w "Pięknej i bestii"?
Cześć! Wakacje powoli zbliżają się do końca, a ja ciągle temu zaprzeczam. Nie chcę jeszcze szkoły, to wszystko minęło zbyt szybko. Dojdą nowe obowiązki, nowe zajęcia i czas na czytanie mocno mi się skurczy. Jednak jeszcze żyjemy ostatnimi chwilami wakacji i dzisiejszą propozycją na umilenie dnia jest książka "Ponad wszystko". Zapraszam! Tytuł oryginalny: "Everything, Everything" Autor: Nicola Yoon Ilość stron: 324 Wydawnictwo: Dolnośląskie Seria: cykl książek 'Uwaga, młodość" Moja ocena: 6/6 Maddy jest uczulona dosłownie na wszystko. Nigdy nie opuszcza domu, a jedynymi osobami, które widuje, są jej mama i pielęgniarka. Ale pewnego dnia musi zmierzyć się ze światem zewnętrznym i wtedy spotyka Olly’ego. Czy podejmie największe ryzyko w swoim życiu?
Książka zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie już od - dosłownie - dwóch pierwszych stron. Wykresy, rysunki, tabele (które stworzył David Yoon, mąż autorki) - to coś z czym miałam do czynienia po raz pierwszy w książce. Jednak bardzo mi się to podobało. Uważam, że książka zyskała niesamowitą oryginalność przez ten pomysł. Okłada urzekła mnie od tego czasu, kiedy pisałam o tej powieści w nowościach wydawniczych. Jest bardzo prosta, ale zarazem podbija serce swoimi kolorami. Po prostu niesamowita. Rozdziały są krótkie i bardzo przyjemnie się je czyta, lecz szczerze mówiąc w pewnym momencie tak około 1/4 książki zaczęła mnie troszeczkę nudzić. Wszystko wróciło do normy kilkanaście kartek później.
Maddy to ciekawa postać. Choruje na niezwykle rzadką chorobę - ma alergię na świat. Siedemnaście lat przebywa w domu. Do czasu, kiedy zauważa tajemniczego chłopaka, który wprowadza się do domu obok. Dziewczyna wie, że nic z tego nie będzie, ale chce go poznać. Niewidzialna siła ciągnie ją do niego. Jak można się domyślić z kontekstu 95% książek młodzieżowych, główna bohaterka zakochuje się w Olly'm, mimo że to oznacza katastrofę jej dotychczasowego świata. Maddy uczy się żyć na nowo, chce być przez krótką chwilę normalną nastolatką. Chłopak stara się jej pomóc. Opisuje jej każdy dzień szkoły, wysyła zdjęcia. To jej nie wystarcza. Zbiera się na odwagę i w końcu decyduje o sobie, pragnąc spełnić marzenia. Oboje mają pokręcone życie, ale pragną więcej niż mają. Cóż, nie będę Wam więcej zdradzać z fabuły. Powiem tylko jedno, niejeden raz książka wciśnie Was głęboko w fotel. Zakochałam się w tej historii, w bohaterach, przeżywałam to, co oni: czułam ich gniew, radość, smutek. Bardzo podobały mi się cytaty z "Małego Księcia", który jest ulubioną książką Madeline. Spodziewałam się lekkiej, płytkiej opowieści o chorej dziewczynie i zdrowym chłopaku, a tu dostałam niezwykłą historię o poznawaniu siebie, nadziei lub o jej braku, stracie bliskich osób i żałobie. Zakończenie ogromnie mnie zaskoczyło, naprawdę nie byłam przygotowana na taki obrót spraw.
Opisać tą książkę w kilku słowach?
Biel. Czerń. Obietnica. Nieskończoność. Życie.
"Miłość. Miłość doprowadza ludzi do szaleństwa. Utrata miłości doprowadza ludzi do szaleństwa."
"Ocean - bezkresna część samego siebie, której się nie znało, ale której istnienie się podejrzewało."
"Widzę też siebie, jak unoszę się wysoko nad Ziemią. Z kosmosu przed moimi oczami roztacza się cały świat. Wzroku nie ograniczają żadna ściana, żadne drzwi. Widzę początek i koniec czasu. Dostrzegam nieskończoność."
Cześć! Jak tam u Was? U mnie coraz więcej do zrobienia przed wyjazdem, ale jakoś to trzeba ogarniać. Mówiłam, że biorę tylko dwie książki, na co mama zareagowała weź jeszcze jedną, bo zaczniesz narzekać, że nie masz co czytać. Ona mnie rozumie doskonale. A dzisiaj przygotowałam moją opinię na temat kontynuacji "Czerwonej Królowej". Zapraszam! Tytuł oryginalny: "The Glass Sword" Autor: Victoria Aveyard Ilość stron: 556 Wydawnictwo: MoonDrive Seria: "Czerwona Królowa" - tom II Moja ocena: 4/6 Walka pomiędzy rosnącą w siłę armią rebeliantów a światem, w którym liczy się kolor krwi, przybiera na sile. Mare Barrow ma czerwoną krew, taką samą jak zwykli ludzie. Jednak jej zdolność kontrolowania błyskawic – nadprzyrodzona moc zarezerwowana dla Srebrnych – sprawia, że rządzący chcą wykorzystać dziewczynę jako broń. Mare odkrywa, że nie jest jedyną Czerwoną, która posiada umiejętności charakterystyczne dla Srebrnych. Są też inni. Ścigana przez okrutnego króla Mavena wyrusza na wyprawę, aby zrekrutować Czerwono-Srebrnych do armii powstańców gotowych walczyć o wolność. Wielu z nich straci życie, a zdrada stanie się chlebem powszednim. Mare musi też zmierzyć się z mrokiem, który ogarnął jej duszę. Czy sama stanie się potworem, którego próbuje pokonać?
Przeczytałam "Szklany miecz" i się lekko rozczarowałam. Myślałam, że pani Aveyard wymyśli coś dużo lepszego. Ba, nawet ten pomysł jest fajny, ale brakuje mu wykonania. Jednak po kolei. Po wydarzeniach zawartych w "Czerwonej Królowej", bohaterowie mają trudne zadanie do wykonania. Muszą odszukać takich jak Mare - 'odmieńców' do walki przeciwko władzy. Czas ucieka, każda godzina jest na wagę złota. Głowna bohaterka, dziewczyna od błyskawic zostaje przywódczynią, to z jej zdaniem liczą się wszyscy i to wszyscy na nią najbardziej liczą. To ją przeraża. Odpowiedzialność. Cal, który został wygnany i skazany na życie z Szkarłatną Gwardią. Kiedyś ich potępiał, teraz musi działać razem z nimi.
I w tym miejscu pojawiają się schody do pokonania. Autorka stworzyła kolejną kopię tego samego pomysłu, tylko w innym wydaniu. Młoda dziewczyna z niskich sfer wznieca rewolucję przeciwko niesprawiedliwej władzy. Okej, podoba mi się ten pomysł, ale jeszcze nie miałam styczności z tak słabym wprowadzeniem go w życie. O ile postacie były dla mnie znośne w pierwszym tomie, tak teraz nie mogłam wytrzymać. Przede wszystkim Mare, która z młodej kobiety, która zrobi wszystko dla ludzi, których kocha, zmieniła się w dziewczynę, która wszystkie informacje o miłości czerpie z młodzieżowych czasopism. Reszta bohaterów, miała swoje lepsze i gorsze rozdziały, a także nie denerwowały mnie tak mocno jak ona. Co do fabuły - to niestety rozczarowała mnie. Wiem, że ciężko jest stworzyć coś oryginalnego, ale to szukanie 'odmieńców' jakoś do mnie nie przemawia. Miałam wrażenie, że wprowadzanie nowych bohaterów to tylko robienie sztucznego tłumu wokół dziewczyny od błyskawic, no może wyjątek stanowi Cameron, bo ona miała w sobie to coś, potrafiła wygarnąć Mare jaka jest naprawdę. Mam szczerą nadzieję, że ta książka jest tylko przejściowa, a zakończenie wciśnie mnie głęboko w fotel.
"Nawet jeśli jestem mieczem, to nie zostałam zrobiona ze stali, ale ze szkła, i czuję, że powoli zaczynam pękać."
"-Jeśli zginiesz, to cię zabiję.Przyjaciel uśmiecha się smutno.-I nawzajem."
"Pamiętam pochmurnego młodzieńca, który podarował mi srebniaka, kiedy byłam nikim. Tym jednym gestem odmienił moją przyszłość, a swoją zniszczył."